Joanna Kadłubowska

Wrzes. 17

New thoughts about my mother

Nauczyłaś mnie bić moje dzieci.

Nauczyłaś mnie, że nigdy nie będę wystarczająco dobra.

Nauczyłaś mnie, że lepiej nic nie chcieć, bo to, czego chcę można mi odebrać.

Czy czułaś przerażenie, kiedy powiedziałam, że zależy mi już tylko na moich marzeniach? Czy zrozumiałaś, jak kompletnie mnie złamałaś?

Bo kiedy krzyczę na Jacka, a on się kuli w rogu pokoju jakby w oczekiwaniu na cios - krew mi krzepnie w żyłach, że już zdążyłam go tak zranić. Że nie uderzyłam go od tylu to a tylu miesięcy, a on wciąż tego się spodziewa od wzorca “mama jest zła”.

Nauczyłaś mnie, że wszystko, co powiem, może być pretekstem do poniżenia.

Nauczyłaś mnie, że wszystko jest moją winą. Również ten facet przy kasie w supermarkecie, który się na mnie wpycha, bo tak mu się spieszy - to też jest moja wina.

Nauczyłaś mnie, że nie mam wyboru osób, z którymi utrzymuję kontakty. Dzisiaj wpuściłam do mojego domu babcię Wiesię, a naprawdę miałam szczery zamiar nie dopuścić jej nigdy więcej.

Nauczyłaś mnie, że jestem gruba. Spójrz na zdjęcia jak mam 6, 7, 10, 12 czy 15 lat. Szybko nabrałam kobiecych kształtów, ale nigdy nie byłam gruba. A jednak codziennie, ze wszystkich stron słyszałam “ma ładną buzię, ale jest za gruba”, “jak nie schudniesz, to zostaniesz kaleką”. Może więcej takich złotych myśli mówiła babcia Jagoda, ale ty nigdy nie stanęłaś w mojej obronie.

Nauczyłaś mnie nienawidzić ciebie. Tak bardzo, że na całym świecie tylko ciebie nigdy nie dam rady poprosić “naucz mnie jak…” Po prostu nie przejdzie mi to przez gardło.

Nauczyłaś mnie, że wszyscy są katolikami niezależnie od tego, czy tego chcą.

Nauczyłaś mnie, że wszystko jest na poważnie. 

Nauczyłaś mnie, że nie wiadomo skąd i kiedy, ale spadnie fortepian. Albo może tak, żebyś zrozumiała, bo tam była metafora. Nie wiadomo skąd i kiedy, ale przyjdzie kara, skończy się wszystko, co dobre.

Nauczyłaś mnie, że żadna moja rzecz nie należy do mnie. Że muszę się dzielić, ale nie wolno mi czegoś podarować ani wymienić na inną zabawkę. Że nie wolno mi bawić się zabawką tak jak ja chcę, tylko tak jak wymyślił projektant (albo Ania).

O właśnie, Ania.

Nauczyłaś mnie, że nie jestem nią i dlatego jestem zła. A jeśli próbuję być jak ona - to jestem jeszcze gorsza, bo miałam być doroślejsza.

Nauczyłaś mnie, że najlepiej przegrać, zanim walka się zacznie.

Nauczyłaś mnie, że moje potrzeby nie mają znaczenia.


Last year’s thoughts about my mother

I like to think my mother didn’t want me.
Because the only other explanation to my childhood that I can think of is that she is evil. So I’d rather think she didn’t want me, and that she considered me something that ruined all of her plans and that’s why she would get angry at me and hit me.
And now, though seldom, I hit my boy. This is the only way of coping with anger that she thaught me, so when I get so angry that I can’t think even somewhat straight, I hit him. Once, sometimes twice. Mostly on the butt. Sometimes I slap his face. And sometimes I slap his belly. I see his fear and it makes me even more angry. I don’t want him to fear. I want him to hurt.
I have yet to hit my daughter. I do scream at her sometimes. Mostly when she doesn’t want to stop crying. Then we just part and cool on our own.
Don’t get me wrong, I don’t want to hit or hurt my children. What I described above are exeptions in our lives. I strongly believe that we make ourselves, but we are given only a certain set of bricks by our paretns. We can make other bricks, but it’s so much easier to build with the ones already at hand. So I am different than my mother. I am better. But sometimes I just reach for those old bricks.
I was raised to be a minimalist. My mother knew two kinds of punishment. First, she would vent out by screaming and then she would hit me or take something away (after that I was supposed to say I’m sorry and hug her - like she taking something away from me was my fault). I never knew what would catch her fancy, so I coped by unattatching myself from all of my possesions. I remember that once, when I was about 16 or 17 she asked me, what she should take away from me as a punishment for some random crime and I said “you can take whatever you want, but you will never take away my dreams. And this is the only way you could hurt me today.”
I believe that she is a good person. She is great if you want something done, like buy autumn shoes for a kid, who outgrew his own pair in October. Shoe shops in October sell only winter shoes. So I do use that ability of hers, but she is not good at being a mother. She has no empathy. I could elaborate more, but yeah, “she has no empathy” covers all of her not being able to think what the child feels, or how will they react to something, or treating children like she would treat her adult self or forcing small kids to read her mind. She is incapable of imagining the psyche of other people and at the same time requires that other people know her psyche. Since I had kids I begun to notice how good I am at empathy. What stranger’s children feel and why they behave in certain ways in certain situations is obvious to me; I just put myself in their shoes and I know. So it pains me to see how their own parents do the opposite of what would work or are just completely clueless about their kids.
My mother says she went to the university to find a husband. Well, landing a husband by getting yourself pregnant is not a bad way (especially if you first choose the future father wisely), but I doubt that this was her plan. She did tell me that grandma J. hated me until I was born. My dad could have been great, and instead he just became a father. My dad is very religious, but my mom is not. He is fiercely opposed to abortion, I don’t know her’s opinion. I imagine that she would abort me, but my dad decided to go with the flow and marry and have the baby.
I blame the anti-abortion law for my bad childhood. If my mother had free choice to keep me or abort me, provided that she would choose to keep me, she wouldn’t be allowed to hate me so much. “I chose to have you, so I have to respect my own choice by respecting you. I could have aborted you and lived like I planned. Instead I chose to abort my plan and have you.”
She was not given this choice or, more precicely, choosing abortion was much more difficult: she would have to overcome my dad’s wish, find money, find the doctor etc. So I turn my empathy on and I justify her beating me. And then I can feel a tiny bit better about hitting my own son.

Sier. 3

maj 30

Dzieci w łóżku

Jacek kaszle, więc nie idzie do przedszkola a ja mogę dłużej siedzieć w łóżku.

Dzieci przychodzą, moszczą się i chcą się bawić: Jacek w równoległe rozwiązywanie poziomów Flow a Róża w jedzenie zupy z plastikowych winogron.

I jakoś udaje mi się bawić z obojgiem na raz, w dodatku kradnąc po drodze kilka uścisków i buziaków.


maj 25

Radiowe życzenia na dzień matki

Redaktorka cytuje życzenia od kogoś, żeby dzieci były zdrowe, bo każda matka, która przeżyła choćby przeziębienie i związane z tym bezsenne noce i niepokój wie, jakie to ciężkie.

Nie więc nie. Gówno wie taka matka, a ten łaskawy słuchacz, co tak życzył tylko daje zwykłym kobietom powód do wywyższania się “jaka to ja jestem cudowna, przeżyłam chorobę dziecka”.

Dopóki nie zobaczysz, jak twoje dziecko ociera się o śmierć, miesiącami leży w szpitalu i nie wiadomo, czy będzie żyło, a jeśli tak - to jak, dopóki nie usłyszysz wyroku “pani dziecko ma chorobę taką a taką. Ta choroba zabija dzieci, ale nie wiemy dokładnie, ile to potrwa” to gówno wiesz o bezsennych nocach i strachu o dziecko. Dopóki serce ci nie staje na widok każdego potknięcia na drodze, bo a nuż to właśnie zaczyna się umieranie - nie masz pojęcia o tym, co czuje matka chorego dziecka.


Strona 1 z 15